Bez punktów z Faliszówki
W meczu VII kolejki rozgrywek o mistrzostwo krośnieńskiej A-Klasy ORZEŁ Bieździedza przegrał ze swoim imiennikiem z Faliszówki 2:0. Najsłabsze spotkanie naszej drużyny w tym sezonie. Ciężko napisać coś więcej o tym spotkaniu i rozwodzić się specjalnie nad porażką z grą w przewadze. Pierwszy strzał na bramkę oddała nasza drużyna za sprawą Mateusza Rogaczewskiego po centrze w pole karne i woleju naszego skrzydłowego z powrotnej piłki, ale wprost w ręce bramkarza. W 10 minucie zaktołowało się pod bramką Piotrka Jareckiego, ale nikt nie skierował piłki do bramki z trzeciego metra i nasz golkiper złapał futbolówkę. Do końca pierwszej połowy mecz nie powstydziłby się widowiska dwóch drużyn środka tabeli B-Klasy. Optyczną przewagę mieli gospodarze, ale wynikało z tego tyle co nic. Drugą połowę lepiej zaczął nasz zespół, a 10 minut dobrej gry zwieńczył Dawid Rachowicz strzałem z dystansu, który o włos minął poprzeczkę. Akcję później Piotrek Dychus otrzymał kapitalne podanie krosowe, wpadł w pole karne, minął przeciwnika i no właśnie… rozpaczliwie interweniujący defensor Faliszówki zdołał jedynie wyciągnąć rękę i potraktować z łokcia naszego młodzieżowca. Piotrek padł na murawę, uderzenie było słychać na sąsiednim meczu w Kopytowej, ale arbiter nie dopatrzył się przewinienia i nakazał grać dalej. Dwie minuty później gospodarze wyszli na prowadzenie po długim zagraniu za plecy obrońców i kapitalnym strzale z pierwszej piłki w kierunku dalszego słupka Patryka Tłuściaka. W 62 minucie dobrą próbę strzału z rzutu wolnego oddał Marcin Sypień, ale nikt nie dopadł do golkipera, który wypuścił piłkę z rąk. W 69 minucie jeden z zawodników gospodarzy dostał drugą żółtą kartkę za przedłużanie rozpoczęcia gry, ale gra w przewadze na nic zdała się naszej drużynie, bo kolejny mecz z rzędu nasz zespół nie był w stanie tego wykorzystać. Zamiast tego w 77 minucie gospodarze wyszli z kontratakiem, a Patryk Tłuściak minął naszych obrońców jak tyczki i w pojedynku z Piotrkiem Jareckim nie dał naszemu golkiperowi szans strzelając obok słupka. Do końca meczu ORZEŁ próbował coś wskórać, ale nie odnotowaliśmy nawet jednej realnej sytuacji na zdobycie bramki. Mogliśmy nawiązać kontakt z czołówką i przede wszystkim uciec na bezpieczną przewagę od drużyn z dolnej części, a zamiast tego sytuacja zwyczajnie się komplikuje. Nie możemy winić arbitra czy też szeregu nieobecności na tym meczu, bo przegraliśmy zupełnie bez walki, jako słabszy zespół. Okazja do rehabilitacji już za tydzień. Terminarz jednak nie rozpieszcza naszej drużyny. Kolejny tydzień, kolejny wyjazd – tym razem do Dębowca na mecz z miejscowym GKS Zarzecze/Dębowiec.



Komentarze